Gildia...

Farathorn od kilku dni około dwunastej znikał z domu i leżał na swojej ulubionej polanie w lesie pod Novigardem. O miejscu tym wiedziały tylko dwie osoby prócz niego. Były to jego żona, Cornelia i wiedzminka, Aladriela vZyntax. Tego dnia własnie owa kobieta zakłóciła jego spokój. Bohater na poczatku był odrobinę zdenerwowany tym, że ktos mu przeszkadza w odpoczynku, ale gdy tylko zobaczył, kim jest owa osoba złosć mu przeszła.
-Słyszałam, że ostatnio nie masz co robić i codziennie gdzies znikasz na kilka godzin. Od razu wiedziałam, gdzie Cię szukać- powiedziała.
-Tak. Wiesz przecież, że uwielbiam tu leżeć i patrzeć w chmury. Wracajac do nic nie robienia to znów masz rację. Ostatnio nie mogę narzekać na nawał zajęć- odrzekł.
-Mam chyba na to pewien sposób.- Gdy to mówiła na jej twarzy pojawił się usmiech.
-Tak? A co konkretnie masz na mysli? Wiesz co. Mam pomysł. Przyjdę do Ciebie o trzynastej. W porzadku? Teraz chcę jeszcze trochę się polenić- odpowiedział. Aladriela się zgodziła i odeszła. Farathorn przez resztę poranka nie mógł się skupić na niczym. Myslał jedynie o owej pracy. Zastanawiał się nad tym, co może to być. Niestety nic konkretnego nie przychodziło mu na mysl. Pełen ciekawosci udał się do biura wiedzminki. Zapukał do drzwi. Otworzyła mu je Aladriela.
-Witaj. Czekałam na Ciebie. Wejdz proszę. Pewnie jestes ciekaw o co chodzi?
-Owszem- odpowiedział niecierpliwie.
-No dobrze. Poproszono mnie, abym zlikwidowała działajaca na terenie Novigardu gildię złodziei. Niestety mnie jako wiedzmince trudno będzie ich w ogóle znalezć. I tutaj pojawia się moja prosba. Chcę abys przeniknał w ich szeregi i zdradził mi położenie ich kryjówki. Podejrzewam, że będa to miejskie kanały, ale nie mam żadnego dowodu i nie mogę wysłać tam patrolu. Proszę Cię zatem, żebys ich odnalazł.
-Zgadzam się. Zrobię co w mojej mocy- odpowiedział i usmiechnał się.
-Chwała Iluminati. Proszę ten glejt pozwoli Ci wejsć do kanałów- wręczyła mu papier. Wyszedł z domu drowki z nowym zadaniem na karku. Perspektywa szukania gildii złodziei w miejskich kanałach nie była dla niego spełnieniem marzeń, ale to i tak lepsze niż ciagłe leżenie na trawie i wpatrywanie się w chmury. Wrócił do domu i zaczał szykować ekwipunek na zbliżajaca się wyprawę. Zaniepokojona Cornelia spytała, co się dzieje. Farathorn nie chcac jej martwić powiedział, że nie ma się czym martwić, bo on idzie tylko na polowanie. Nie czekajac na dalsze niewygodne pytania wyszedł z domu, a celem jego podróży było wejscie do miejskich kanałów. Zabrał ze soba swój cisowy łuk, dwa kołczany dębowych strzał, krótki mithrilowy miecz, cały pas mikstur przywracajacych siły witalne, oraz swoja zbroję cienia. Trzymał ja w domu tylko na specjalne okazje. Poza ochrona przed obrażeniami zapewniała mu umiejętnosć bezszelestnego poruszania się. Bardzo mu to pomagało w trakcie walki z bandytami. Mógł niepostrzeżenie podkrasć się i wypuscić strzałę z minimalnej odległosci. Wejscie do kanałów znajdowało się po drugiej stronie miasta. Gdy Farathorn szedł przechodnie dziwili się, czemu ktos w srodku dnia maszeruje, w pełnych rynsztunku przez srodek Novigardu. Elf nie zwracał na nich uwagi, idac szybkim, zdecydowanym krokiem. Po około piętnastu minutach marszu dotarł wreszcie do wielkiej kraty, na srodku której znajdowała się mała furtka zamknięta na kłódkę. Strażnik własnie uciał sobie drzemkę. Farathorn nie dał mu się niestety wyspać. Zbudził leniwca pokazał glejt i zażadał otworzenia furtki. W miarę schodzenia w dół do jego nozdrzy dostawał się coraz mniej przyjemny zapach. W końcu dotarł do końca schodów, jego uwagę od razu zwrócił cichy szmer w pobliżu. Ujrzał jakis niewyrazny kształt. Stanał w bezruchu i zaczał nasłuchiwać.
- Nie obawiaj się. Jestem Zen Vantalye, członek Novigardzkiej gildii złodziei pod przywództwem Ragnara Dunethela. Teraz czeka Cię pierwsza próba.
- Co?! Jaka Próba? O czym ty gadasz? W odpowiedzi usłyszał jedynie swist lecacego noża. Ujrzał go w ostatniej chwili i nóż jedynie zadrasnał go w lewa łydkę. W odwecie Farathorn wypuscił strzałę, a ona trafiła wprost w prawa rękę złodzieja.
-Udało Ci się. Proszę o to klucz do naszej siedziby. Masz moje poparcie. Przydasz nam się.
-Nie rozumiem.- odparł ogłupiały.
-Nie szkodzi. Ruszaj dalej. Czeka Cię dzis jeszcze trochę pracy. Nie marnuj czasu. Farathorn posłusznie wział klucz i ruszył dalej. Zapach stawał się coraz mniej przyjemny. Ze wszad nacierały na niego szczury. Odpierał ich ataki przy pomocy swego miecza. Po dłuższej chwili marszu dotarł do sporych żelaznych drzwi. Przez chwilę się z nimi mocował. Spróbował użyć klucza, który dostał od Zena. Niestety nie pasował. Po chwili zza filaru wyszła księżycowa elfka.
-Witaj. Widzę że udało Ci się przejsć próbę Zena. Jednak nie bez szwanku- Spojrzała na jego łydkę. -No dobrze czas na druga próbę. Musisz otworzyć te drzwi, wtedy będziesz miał otwarta drogę do Ragnara. Prawie- usmiechnęła się chytrze.- Zapewne nie masz sprzętu. Proszę, skorzystaj z moich- podała mu kilka dziwnie wygladajacych drucików.- No, a teraz do dzieła.- oparła się o scianę. Farathorn miał jako takie pojęcie o włamywaniu się, ale do mistrzostwa było mu daleko. Pierwsze kilka wytrychów pękało niemal natychmiast po włożeniu ich do zamka. Po godzinie, która dla elfa była niemal kilkoma dniami zamek zaczał obiecujaco pukać. Farathorn wykonywał ostrożne i powolne ruchy. Wreszcie po kolejnej godzinie zamek ustapił. Mężczyzna odetchnał z ulga. Spojrzał na elfkę. Zasnęła. Zrobiło mu się strasznie głupio. Lekko ja szturchnał. -Widzę, że Ci się udało. W końcu. No dobrze. Ruszaj dalej. Powiedz Ragnarowi, że masz moje poparcie. -Dobrze. Ale jak Cię zwa? -No tak, nie przedstawiłam się. Jestem Tissaia de Vries. A teraz ruszaj. Farathorn otworzył wrota i ruszył dalej. Korytarz był bardzo kręty. Wydawało mu się, że idzie już kilka godzin. Nagle stanał w miejscu, ponieważ korytarz się skończył. Nie było jednak żadnych drzwi. Podszedł do sciany i zaczał sprawdzać czy nie ma w niej jakiegos ukrytego zamka. Niczego nie było. Usłyszał szuranie. Obrócił się i zobaczył, że korytarz którym przyszedł zniknał, a sciany zaczynaja się zjeżdżać. -Chca mnie zmiażdżyć- pomyslał. Zamarł w bezruchu. Jego uwagę przykuł szczur. Już miał go dzgnać mieczem, kiedy on... Przeszedł przez scianę. Farathorn zdziwił się niesłychanie.
-No dobrze! Dosć tych czarów. Wychodz i walcz.- powiedział zdecydowanie.
-Nie będziemy walczyć. Tyle mi wystarczy. Przeszedłes ta próbę. Jestem Silvara vZyntax mistrzyni iluzji w gildii Ragnara. Przeszedłes moja próbę możesz udać się do Ragnara. Proszę.- machnęła ręka i w końcu korytarza pojawiły się żelazne drzwi.- Ruszaj. Elf podszedł do drzwi. Włożył klucz Zena do zamka i przekręcił. Drzwi otworzyły się. Na tronie w końcu sali siedział potężny krasnolud w skórzanej zbroi. Spojrzał na Farathorna i rzekł.
-Witaj. Jestem Ragnar Dunethel, przywódca Novigardzkiej gildii złodziei. Skoro dotarłes aż tutaj, to musi oznaczać, że chcesz się do nas przyłaczyć. Mam rację?- spojrzał na elfa.
-Eee... Tak.- Wiedział, że powinien odmówić przez wzglad na Aladrielę, ale to co przeżył w tych kanałach było naprawdę niesamowite. Życie członka gildii złodziei bardzo go zachęciło. Ragnar natomiast odparł:
- Skoro taka jest twoja decyzja. Czeka Cię teraz ostateczna próba. Musisz ukrasć pewien cenny pierscień, który jest w posiadaniu Sirmaliona. Poznasz go po pewnej elfickiej inskrypcji na całej jego długosci. Farathorn pospiesznie ruszył do wyjscia z kanałów. Przy schodach spojrzał na Zena. Własnie wrzucał do scieku kolejne zwłoki ze sporego stosu ciał leżacych obok niego. Elf jeszcze szybciej ruszył na zewnatrz. Na powierzchni zapytał strażnika, gdzie jest domostwo Sirmaliona. Strażnik wskazał mu drogę i za chwilę pograżył się we snie. Farathorn dotarł pod dom swojej ofiary. Było bardzo ciemno. Wszedł po cichu przez uchylone okno. Przeszukiwał dom stapajac bardzo ostrożnie i powoli. Nagle jego oczom ukazała się mała szklana szkatułka, a w jej wnętrzu znajdował się elficko zdobiony pierscień. Elf wyjał wytrychy i powoli włożył jeden. Zaczał go obracać i przesuwać. W końcu zamek poddał się i wieko podniosło się w górę. Farathorn schował pierscień. Gdy wychodził lekko obruszył okno, a ono dosć głosno zaskrzypiało. Na chwilę zamarł w bezruchu. Na szczęscie nic nie usłyszał. Chwilę potem pędził w stronę wejscia do kanałów. Gdy dobiegł po cichu zabrał klucz do furtki spiacemu strażnikowi. Pięć minut pózniej stał przed Ragnarem i wręczał mu łup.
-Wspaniale!- rzekł rozpromieniony krasnolud.- Od teraz jestes jednym z nas. Witaj w gildii. Na drugi dzień udał się do Aladrieli i poinformował ja o niepowodzeniu swojej misji. Czuł się okropnie okłamujac wiedzminkę, ale życie złodzieja było o wiele ciekawsze niż ta jedna misja. Gdy wyszedł z jej domu mały chłopiec wręczył mu gazetę. Tytuł na pierwszej stronie głosił: !!Kolejny wybryk Novigardzkich złodziei!!. Poczuł wielka dumę... Może niedługo pojawia się nowe opowiadania... :D


Może niedługo pojawią się nowe opowiadania... :D

KSIEGA GOSCI